książki

Zygmunt Miłoszewski „Bezcenny”. Polak potrafi.

   O „Bezcennym” napisano już tyle dobrych słów, że ja ograniczę się tylko do kilku zdań. Po pierwsze, to chyba jedyny polski thriller – nazwijmy go historycznym – który nie przypomina polskich książek. Wciąga, niczym proza Grishama i do tego zawiera sporą porcję historii, ale przekazaną w sposób nie obciążający akcji. Można się przestraszyć, słysząc o szczegółowych informacjach na temat skradzionych podczas wojny dzieł sztuki, ale tym razem są to nowiny przekazane w sposób doskonale wyważony. Nawet jeśli jak ognia unikasz książek historycznych, tę spokojnie pochłoniesz i nawet nie zauważysz, kiedy. Po drugie: postacie są całkiem wiarygodne, a tekst czyta się lekko, jak puszysty deser. Jestem pod wrażeniem. Póki co, to chyba najlepsza książka tego autora i wieść niesie, że doceniła ją reszta świata, wykupując za przyzwoite pieniądze prawa do filmu. Tylko pogratulować.

  O czym jest? O poszukiwaniu skradzionego podczas II WOjny Światowej obrazu  „Portret Młodzieńca” Rafaela Santi. O Atrakcyjnej pani historyk, zajmującej się odzyskiwaniem dzieł sztuki i zespole niezwykłych postaci, które wraz z nią udają się w szaloną podróż, żeby odzyskać „Młodzieńca” . Problem jest tylko taki, że nie mogą działać oficjalnie. Szczególnie utkwiła mi w pamięci postać szwedzkiej złodziejki, która posiedziała sobie w polskim więzieniu, gdzie złapała taką „mowę”, że boki zrywałam. Brawurowa akcja, żywe dialogi, i jak już wspomniałam wyżej dawka historii przekazana mimochodem sprawiła, że stałam się fanką Miłoszewskiego.

    I na koniec mała dygresja na temat skradzionych dzieł sztuki. Odwiedziłam swego czasu Egipt. Przebiegłam się po Karnaku, Dolinie Królów, zwiedziłam Kair, który już wtedy wyglądał dla mnie tak, jakby wszystko za chwilę miało się rozsypać w pył. Ale byłam też w kairskim muzeum, gdzie mogłam na własne oczy zobaczyć złoty sarkofag i maskę Tutanchamona oraz oczywiście setki innych znalezisk. Wydawało mi się, że są tam prawdziwe cuda i w sumie tak jest, jednak wiele lat później droga poprowadziła mnie do Muzeum Pergamonu w Berlinie. Kto był, ten od razu wie, o czym myślę, a dla tych którzy nie byli – małe wyjaśnienie. W Berlinie jest więcej starożytnych skarbów, niż w samym Egipcie. I pytam się, czy to jest w porządku?

Zygmunt Miloszewski bezcenny.jpg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s