książki

” Mutant” – co się stanie, gdy poprawimy ludzkie geny? Wizja Robina Cooka.

   Robin Cook napisał „Mutanta” w 1989 rok. Sam pomysł już jest interesujący, jednak 29 lat temu z pewnością inżynieria genetyczna nie była jeszcze na takim poziomie, żeby mógł się wydać wiarygodny – za to w obecnej chwili owszem. Dlatego tym większe jest moje uznanie dla pomysłu i wiedzy autora z tego zakresu. Powieść czyta się tak, jakby dopiero co została napisana i absolutnie nie czuje się w niej różnicy całego pokolenia. To, co zrobił Victor – jeden z bohaterów książki wydaje się jak najbardziej możliwe. Możemy podrasować geny, poprawić, zamienić, nie znamy tylko skutków i ja osobiście wolałabym nie bawić się w Pana Boga, ale pisarz w końcu po to jest. To on stwarza byty i daje im wszystko, co tam sobie wymyśli.

   Tytułowy mutant, to syn pary naukowców Marshy i Victora, który od pierwszych miesięcy życia przejawia wyjątkowe zdolności intelektualne. Rodzice oczywiście są z niego dumni, jednak tylko ojciec wie, że tego cudu nie stworzyła matka natura. Chłopiec wydaje się zbyt mądry, jak na swój wiek, ma doskonałą pamięć i umiejętności kojarzenia faktów oraz wyciągania wniosków, które charakteryzują ludzi dorosłych. Czy rodzice to dostrzegają? Owszem. Są zachwyceni, jednak żadne z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo ich syn odbiega poziomem od równolatków.

   Chłopiec nie tylko chłonie wiedzę, ale również potrafi ją wykorzystywać. Wykorzystuje również swoje zdolności interpersonalne, manipulując zarówno rodzicami, jak i otoczeniem. Czy ktoś to zauważy? Do czego doprowadzi go ten geniusz? Czy w tej swojej prawie wszechwiedzy czegoś mu nie zabraknie? Mały wydaje się ideałem, a my obserwując jego zachowania, powoli nabieramy pewności, że coś jest nie tak.

  Akcja „Mutanta” pomału rozwija się z takiej bardziej psychologicznej, w kryminalną. Wokół Victora Juniora dzieci zapadają na rzadką chorobę i to Marsha zaczyna głębiej analizować co im się tak naprawdę przytrafiło. Wciąż nie wie, że jej mąż w przypływie szaleństwa coś tam poprawił u ich syna, ale zaczyna bardziej obserwować również małego. Pomału składa do kupy elementy układanki, jednak do końca nie wiemy, co się wydarzy.

  Wciągająca fabuła, trzymająca w napięciu do ostatniej strony, gwarantuje dobrą rozrywkę. Nie jest to klasyczny thriller medyczny (chociaż u Robina Cooka to jest raczej norma), ale mamy tu dodatkowo fantastykę naukową, podaną w bardzo przystępnej formie.  Robin Cook zanim został pisarzem – był chirurgiem, dlatego to co napisał brzmi bardzo wiarygodnie. Jego „Coma” do dzisiaj siedzi mi w głowie, choć akurat do tego przyczynił się również doskonały film.

   Powieść napisana jest lekkim językiem, nienadmiernie naszpikowanym fachową terminologią,  dlatego czyta się ją naprawdę dobrze.

8,5/10 gwiazdek. Za pomysł i dreszczyk, który się czuło, zanim jeszcze akcja na dobre się rozkręciła. Polecam.

.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s