książki

„Zanim się pojawiłeś” – bestseller Jojo Moyes

   Niby to klasyczny romans, a jednak poruszony tam problem eutanazji jest z gatunku tych najcięższych. Niby jest młoda kobieta i jest mężczyzna, i jak to w tego typu historiach bywa, czekamy tylko, aż się w sobie zakochają, jednak tutaj sprawa nie jest ani oczywista, ani prosta. Przyznam, że nie chciałam nawet dosłuchać jej do końca, tak się wkurzyłam, ale muszę też przyznać, że wciągnęła mnie bez reszty. Wspomniałam w poprzednim poście, że przypadkowo trafiły mi się audiobooki i z grupy tych, które były dostępne wybrałam 7 sztuk. Teraz odsłuchuję je sobie, ale „Zanim się pojawiłeś” była ostatnią, którą miałam ochotę włączyć. Trochę odstraszyła mnie typowa, cukierkowa okładka, a trochę lektorka, której głos tak mnie raził, że byłabym przełączyła się na coś innego, tylko, że nie mogłam. O dziwo dostępną miałam w telefonie tylko tę jedną pozycję i tak przebrnęłam przez drażniący tembr głosu, aż przestałam na niego zwracać uwagę. Nie dziwię się, że książkę zekranizowano. Pomysł jest chwytliwy i do tego przedstawiony na tyle wiarygodnie, że w pewnym momencie spłakałam się jak bóbr. Ale do rzeczy.

   Trzy zdania na temat fabuły: Lou całe życie mieszka w małym miasteczku i nawet nie myśli, że mogłaby w życiu robić coś innego, niż być kelnerką, ale niestety traci pracę, a ponieważ cała jej rodzina jest w trudnej sytuacji materialnej, przyjmuje to, co się trafia. Will wychował się w bogatej rodzinie i nigdy nie musiał się martwić o byt, a ponieważ przy tym był błyskotliwy i przebojowy, zrobił karierę w finansach. Podróżował wszędzie i próbował wszystkiego, aż przyszedł ten dzień, w którym stracił władzę nad swoimi kończynami i musiał poruszać się na wózku. Jego stan wymagał stałej opieki i matka postanowiła zatrudnić mu opiekunkę. Nie zależało jej na super kwalifikacjach, tylko na tym, żeby dziewczyna miała w sobie to coś. Jej syn źle znosił swoją chorobę, a ona wymyśliła sobie, że może w ten sposób mu ją odrobinę posłodzi. Lou dostała propozycję pracy, ale wcale nie chciała jej przyjąć.

   Jak wspomniałam na początku, to nie jest łzawa książka o tym, jak to nagle stał się cud, ale autorka zagłębia się w uczucia Willa, dla którego życie na wózku jest koszmarem, jakiego nigdy nie byłby w stanie znieść. Nie chcę tu za dużo zdradzić, ale myślę, że warto posłuchać, co on czuje, jak widzi świat wokół i jak ten świat postrzega jego. Nagle się okazuje, że miejsca, w których kiedyś bywał są dla niego niedostępne, tylko dlatego, że nie zmieści się tam jego wózek. Problem wydaje się czysto techniczny i do przeskoczenia, a jednak posłuchajcie, co on o tym myśli, co czuje Lou, gdy stara się jak może, a tu wciąż tylko lecą jej kłody pod nogi. Nie przepadam za słodkimi romansami, ponieważ zwykle nie wnoszą niczego nowego, nie sprawiają, że zaczynamy się zastanawiać, ale ten właśnie to coś w sobie ma.

   Poruszona w tej powieści kontrowersyjna sprawa eutanazji dodatkowo powoduje, że temat robi się bardziej tragiczny. Rozterki rodziców, przekonanie chorego, że nie może i nie chce dalej żyć, powoduje prawdziwą rozpacz bliskich.  Nie ma tu dobrego wyboru. Nie ma szczęśliwego zakończenia, jeśli choroba jest nieuleczalna.

  Bardzo się wciągnęłam, okropnie się popłakałam na koniec i nie chciałam poznać zakończenia. To pierwszy taki przypadek w moim czytelniczym życiu. Mówi się, że książka jest przereklamowana, że ekranizacja beznadziejna i w ogóle takie to tam romansidło. Nie zgadzam się z tą opinią. Uważam, że to jeden z lepszych romansów, jaki powstał w ostatnim czasie. Polecam.

9/10 gwiazdek.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s