z życia wzięte

Chciałem tylko wygodny fotel…

Marzył mu się biurowy fotel z oparciem na tyle wysokim, żeby móc oprzeć głowę i dodatkowo jeszcze to oparcie miało mieć regulację położenia. Taka mała fanaberia, ale w końcu krzesło to nie gwiezdne wrota, nie teleportuje do obcego wymiaru, więc budowę ma nieskomplikowaną. Tak myślał. Zwiedził wszystkie większe sklepy meblowe z Ikeą na czele, usiadł na jakiejś setce siedzeń i załamał się, bo każdemu fotelowi coś dolegało. Rodzina już słuchać go nie mogła, tak marudził, aż w końcu TRACH! Znalazł. Co prawda w Chinach, ale był tak zdesperowany, że i z RPA by go ściągał. Zaczął negocjować i stanęło na tym, że weźmie 2 fotele po przystępnej cenie i oczywiście wyglądające tak, jak sobie wymarzył. Nie siedział na nich, więc to był trochę kot w worku, ale uznał, że najwyżej je sprzeda.

Już prawie dopiął zamówienie, gdy wpadła mu w oko oferta polskiej firmy, która miała identyczne fotele- czyli już je sprowadziła… Propozycja była kusząca, bo wystarczyło kupić jeden fotel – trochę drożej – ale od ręki i jakby co, to można reklamować. Skusił się.
Czekał, jak na rozżarzonych węglach na przesyłkę i Tadammm! Rzucił się do montowania. Rozerwał folię, wypruł części z kartonu i po dość długich poszukiwaniach odnalazł instrukcję montażu. Długo szukał, ponieważ spodziewał się ujrzeć kilka stron chociaż, a tu musiał zadowolić się jednym świstkiem, na którym nawet przez lupę ciężko było się zorientować, że ma z tego powstać fotel.

Ale jeszcze był spokojny, w końcu kiedyś złożył łóżko z Ikei i dużego grilla z Liroya…
Wyciągnął z folii śruby (normalny człowiek musiałby użyć nożyczek, bo folia taka mocna, jakby tam pałeczki dżumy wsypali, ale on paznokcie ma ostre, więc ją rozszarpał) włączył sobie uspokajającą muzę i wziął do ręki dołączony klucz. Otwory były co prawda wywiercone, ale na dużo cieńsze śrubki. Nadal się trzymał, w końcu chłopaki nie płaczą…

Dwa gwinty ukręcił, klucz zrobił się okrągły i musiał sięgnąć po swoją skrzynkę z narzędziami, ale po godzinie fotel zaczął przypominać fotel. Dokręcał przez kolejną godziną, puszczając takie wiązanki, że jego kobieta w panice chciała z domu uciekać, ale dokończył. Nieważne, że jedna śruba weszła mu tylko do połowy i sterczy teraz z boku, ale uznał, że to jest akurat ten bok, który „patrzy” na okno, więc gdy się wchodzi do pokoju, to widać tylko część ładną. Nawet do głowy mu nie przyszło, że powinien to coś odesłać, bo niechybnie o ten wystający gwóźdź coś sobie pewnego dnia wyszarpie. Jednak ciśnienie na tyle mu skoczyło, że w odwecie za dwie godziny nierównej walki wysmarował komentarz do Sprzedawcy.

No i się zaczęło.
Nie zarejestrował, że komentarzy już nie można wystawiać, ale zgodnie z zasadą – Jak się nie wie, że coś jest niemożliwe, to się to po prostu robi – jemu się udało. Nie przyjrzał się tylko, że ma zapamiętane namiary z innej aukcji, z okresu, kiedy można było to jeszcze wysłać.
Wysłał więc soczystą wiąchę o tym, jak to ten …fantazyjny… fotel składał, ale do Sprzedawcy suszarek do włosów. Gdy oświeciło go co zrobił, rzucił taką K..WĄ, że jego kot, którego zwykle nic nie rusza ukrył się w łazience…
Ale dobra, jest inteligentnym, odpowiedzialnym człowiekiem, więc postanowił komentarz usunąć. O, proszę Państwa! Nie ma tak! Nie da się! Kolejną godzinę zmarnował, zanim znalazł wreszcie namiar do administratora i znowu sypnął manifest. Wylał z siebie, co o tym myśli i kazał im komentarz usunąć. Myślę, że na wszelki wypadek nie sprawdził, czy już go tam nie ma.
A potem zadzwonił do mnie i powiedział: Nigdy już nie będę narzekał na meble z Ikei 🙂
Serdecznie pozdrawiam Pana O.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s