książki

10 lat pracy nad „Szczygłem”

Zdobył nagrodę Pulitzera, został ogłoszony książką roku 2015, czytelnicy rzucili się do czytania, ale czy tak naprawdę jest to książka wybitna? Ponad 800 stron napisanych doskonałym językiem i to tak, że nawet tragedie, które kolejno odsłania przed nami autorka nie wydają się aż tak straszne. Unikam książek o dzieciach, którym dzieje się krzywda, filmów również, jednak w tym wypadku pomimo otwierającej powieść sceny z ataku terrorystycznego, gdzie ginie matka głównego bohatera oraz jawnych aktów krzywdzenia dzieci przez rodziców – jakoś daję radę to czytać.

Podobno Donna Tratt pisze jedną książkę na dekadę. Każde słowo tak długo ustawia, aż będzie perfekcyjnie oddawało myśli, uczucia i nastroje, i złośliwi mówią, że dlatego to tak długo trwa. Może i długo, a może nie, faktem jest styl, w którym słowa są miękkie, wysublimowane, ładne i może dlatego oglądamy te tragedie jakby troszkę z boku – jak przez mgłę, rozmywającą ostre kontury krwawiących ran. Naprawdę nie wiem, jakim cudem nadal czytam tę książkę, bo zdecydowanie nie jest to temat, który toleruję, ale widać „Szczygieł” ma w sobie to coś, co dostrzegli również krytycy. W końcu nie bez powodu książka zebrała tyle nagród. Jest w tej powieści coś niepokojącego. Jakby rzeczy ważne, trudne, złe były tylko fikcją. Z jednej strony wczuwamy się w fabułę, przenosimy się prawie tam, gdzie akurat mieszka Theo, a z drugiej przez cały czas czujemy się bezpiecznie, jakbyśmy wiedzieli, że wszystko i tak dobrze się skończy. Tyle, że tego akurat nie możemy być pewni.

Książkę czyta się bardzo dobrze, wciąga nas, kokietuje, jednak po przeczytaniu kolejnych rozdziałów nie oglądam się za siebie, gdy chodzę po ciemnym domu. Można to nawet uznać za zaletę, bo w końcu nie każdy lubi się bać, ale jednak czegoś mi tu zabrakło. Żeby nie plątać się dłużej w ocenie czegoś, co ocenić trudno, powiem tylko, że to, czego zabrakło i tak zbytnio powieści nie zaszkodziło. Czyta się ją z zapartym tchem i nie możemy się doczekać zakończenia.

Czym jest tytułowy szczygieł? Obrazem pochodzącym z XVII wieku, który do dnia zamachu wisiał sobie spokojnie w muzeum. Ale gdy wybuchła bomba i nasz bohater został uwięziony pośród gruzów wraz z umierającym staruszkiem, ten być może w gorączce kazał chłopcu zabrać obraz i ukryć go w domu. Chłopiec dokładnie tak zrobił, a przy okazji na prośbę staruszka wziął też jego pierścień.

Miał go po wszystkim odnieść do siedziby firmy, zajmującej się renowacją i sprzedażą antyków. W historii już na początku pojawia się dziewczyna, która wpada w oko bohaterowi, i której dziadek oddał bohaterowi pierścień. I takim sposobem mamy już dwie główne postacie, równie tragiczne i równie opuszczone. Czy polecam tę książkę? Tak. Zwłaszcza jeśli interesujemy się konserwacją zabytkowych przedmiotów, albo malarstwem. O malowaniu autorka pisze tak, jakby się tym zajmowała od dziecka. Jestem w połowie książki i już nie mogę się doczekać, żeby do niej wrócić. Czy druga część będzie równie dobra, jak pierwsza, dopiero się przekonam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s