książki

Noc bez Brzasku – Alistair MacLean wciąż jest dobry

    „Noc bez brzasku” to powieść sensacyjna osadzona w latach 60-tych XX wieku. Akcja zaczyna się w stacji arktycznej, a potem rozciąga się na sporą część Arktyki.  Czyli mamy trzaskający, zabójczy mróz, huraganowy wiatr, nieludzkie warunki naturalne i twardzieli, którzy potrafią tu przeżyć odcięci od świata przez całą zimę. Wyjście na zewnątrz po zmroku, nawet na kilka metrów od drzwi może się skończyć tragicznie, dlatego panowie nie lekceważą zasad bezpieczeństwa. Zaczęła się polarna zima i nikt tu do nich przez kilka tygodni nie zawita, a przynajmniej nie z własnej woli.

W pewnej chwili wyraźnie słyszą ryk silników samolotu i już samo to, że nie powinno go tu być budzi ich czujność. Chwilę później dociera do nich odgłos wybuchu i od tej chwili zaczyna się wyścig o życie pasażerów. Samo dotarcie do rozbitego samolotu jest nie lada wyczynem, ale nie można z tym czekać, jeśli ktoś w ogóle ma przeżyć. Dzielni pracownicy stacji ruszają na pomoc, a potem robią wszystko, żeby uratowani pasażerowie wydostali się z tego miejsca. Zaczyna się walka z czasem i już samo to jest zajmujące, jednak Alistair MacLean dodatkowo utrudnia sytuację, wprowadzając między ocalałych mordercę. Do końca nie wiemy, kto nim jest, choć kilka razy po drodze wydaje nam się, że wszystko jest jasne.  Tyle z grubsza na temat fabuły, a teraz kilka słów refleksji.

20170724_080135[1]

   Otóż Alistair napisał naprawdę rekordową ilość doskonałych thrillerów, że wspomnę choćby o zekranizowanych „Tylko dla orłów”, „Działa Navarony”, „Nocna straż”, i „Noc bez brzasku” też jest wciągająca, jednak odniosłam wrażenie, że autor się strasznie spieszył, żeby ją skończyć i nie pozwolił sobie na rozwinięcie scen, które mogłyby poprawić „płynność” zwłaszcza pod koniec. Odebrałam tę powieść trochę jak scenariusz do filmu, ale nie zaprzeczam, że przeczytałam ją jednym tchem. Na pewno dzisiaj autorzy piszą trochę inaczej, bardziej wgryzają się w psychologię i takie tam, ale z drugiej stony mają też łatwiej, ponieważ informacje dosłownie na każdy temat są dostępne za naciśnięciem jednego guzika. Kiedyś, żeby napisać wiarygodną powieść o arktyce, trzeba było tam pojechać, albo co najmniej znać kogoś, kto tam był. Teraz można się wczuwać w dowolny klimat kopiąc w internecie.

    Podsumowując: Książka ma ledwie 200 stron i tak jak wspomniałam wcześniej, odczuwam niedosyt, widząc skróty tam, gdzie można by coś fajnego wstawić, jednak to i tak świetny materiał na film. Może z taką myślą autor ją napisał. Co prawda główny bohater powinien tam co najmniej trzy razy zamarznąć, ale nie takie rzeczy już się działy 🙂 Ja osobiście z przyjemnością ją przeczytałam. 8 gwiazdek.

Noc bez brzasku 2

Tak sobie myślę, że Clive Cussler mógłby się wzorować na MacLeanie. Gdyby dodać na początku jakieś historyczne wydarzenie z tego rejonu, a potem skoczyć do czasów współczesnych, to byłoby to prawie to samo, choć jak wiadomo – prawie robi wielką różnicę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s