książki

„Trawa śpiewa” Doris Lessing

   Nie przepadam za tematyką plantacji bawełny, trzciny cukrowej, czy innych farm, w których pracują niewolnicy, bądź prawie niewolnicy. „Malowany Dom” Grishama przeczytałam, ale bez zachwytów, bo jak mówię, to nie jest temat, który lubię. Jednak w wypadku „Trawa śpiewa” muszę zmienić zdanie. Wszystko zależy od tego, na czym autor, czy autorka skupi swoją uwagę. W tej powieści mamy mistrzowsko stworzoną postać młodej kobiety, która miota się między tym, czego pragnie, czego oczekują ludzie i czego wymaga miejsce gdzie mieszka. Bo to miejsce – Republika Południowej Afryki rządzi się swoimi prawami, a są one tak głęboko zakorzenione, że stają się drugą naturą. Z pewnością w literaturze jest wiele doskonale stworzonych postaci kobiet walczących z przeciwnościami losu, jednak Doris Lessing prowadzi swoich czytelników tak, że zaczynają czuć emocje Mary, jej złość, bezsilność, przerażenie i choć jej zachowanie nie budzi sympatii, budzi autentyczne współczucie.

  Właściwie nie wiem, co było dla mnie bardziej przejmujące – to, co czuła Mary, czy może jej mąż? On też dostaje w tej powieści cięgi na każdym kroku, ale nie skarży się. Znosi to wszystko z pokorą i wciąż ma nadzieję, że ich los się odmieni. Za to Mary… Mary po prostu leci prosto w ogień, jakby chciała w nim spłonąć.

  Jak wspomniałam akcja powieści rozgrywa się w RPA, głównie na farmie, gdzie mąż przywozi Mary zaraz po ślubie. Jest biedny, choć w tym kraju podobno biedni są tylko czarni i dlatego wszyscy udają, że nie ma białej biedoty. Mary od pierwszej chwili jest w szoku, ale myśl, że miałaby się poddać i wrócić do miasta, gdzie koleżanki by sobie z niej drwiły, nie pozwala jej uciec. Jej złość, frustracja, niechęć do męża są tak namacalne, że prawie się materializują. Lata biegną, a ona coraz bardziej „dziczeje”, jedynie jej duma wciąż trzyma się na miejscu. Podejmuje próby zmiany, stara się przekonać męża, ale los ani trochę im nie sprzyja. Do tego Mery nienawidzi czarnych pracowników, a najbardziej służących, którzy mają zajmować się jej domem. Na tym może skończę, bo i tak fabuła nie jest tu najważniejsza.

   Przy okazji Doris Lessing odsłania przed nami sposób myślenia białych farmerów i w ogóle białych ludzi, którzy tam przyjeżdżali głównie z Anglii. Odkrywamy, że rasizm jest tam tak naturalny, jak w innych krajach demokracja, i że wystarczyło pobyć tam przez kilka tygodni, żeby zmienić cały swój światopogląd.

   Doris Lessing dostała Nobla za swoją twórczość. Jej książki, to powieści obyczajowe pełne kobiecych emocji, trudnych wyborów, przemyśleń. Pisarka potrafi ubrać myśli w słowa tak pięknie, że dla samego języka warto przeczytać choć jedną jej książkę. Tematyka, którą porusza nie jest już współczesna, ale w końcu uczucia się nie zmieniają. Depresję, albo miłość przeżywa się tak samo teraz, jak i wieki temu.

   Nie mogłam się od tej książki oderwać, poruszyła mnie i zdenerwowała. Zachwyciła językiem. Na pewno przeczytam kolejną powieść tej autorki. Już mam za sobą kontrowersyjne „Idealne matki” ( poprzedni wpis na blogu).
9/10 gwiazdek.  Gorąco polecam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s