film

Ostatnia rodzina – Beksińscy

   Długo się zbierałam, żeby go obejrzeć i w końcu dojrzałam. Efekt jest taki, że zdołowałam się, ale mam nadzieję nie na długo. Dla tych co jeszcze nie widzieli „Ostatniej rodziny” – wspomnę o kilku sprawach. Po pierwsze jest to jak sądzę wierna biografia, która mogła być tak wiarygodna prawdopodobnie dlatego, że Zdzisław Beksiński wszystko filmował. Detale są tak prawdziwe, że można się poczuć jak po przeniesieniu w czasie. Głęboki PRL, blokowisko, lamperie, meblościanki, nawet żółta suszarka do włosów. Podejrzewam, że jeżeli tylko ktoś ma dostatecznie dużo lat, sam miał taką w domu.

   Nie wiem, z jakiego powodu Beksińscy przeprowadzili się z Sanoka do Warszawy, ale chyba nikomu z nich nie wyszło to na dobre. Przede wszystkim tego miejsca nienawidził Tomasz – syn Beksińskich, który miał poważny problem z ogarnięciem relacji ze światem. Co prawda radził sobie w pracy – wygląda na to, że całkiem poprawnie, ale poza nią jak dla mnie nadawał się do leczenia na oddziale zamkniętym.

ostatnia rodzina 2

   Sądziłam, że dowiem się, dlaczego tak się zachowuje, co się stało takiego w jego życiu, że wciąż próbuje je sobie odebrać. Wcześniej podejrzewałam ojca – sławnego malarza o znęcanie się psychiczne nad synem, ale wygląda na to, że nic takiego się nie wydarzyło, a w każdym razie nic, co by poważnie odbiegało od normy. Rodzina jest, a raczej była tradycyjna, aż do bólu: ojciec zarabiał, matka zajmowała się wszystkim, co ich trzymało razem, a było tego naprawdę dużo. Dwie staruszki – teściowe, którymi musiała się opiekować, mąż, któremu dogadzała, bo tak została wychowana i tak chyba chciała, a do tego zmagała się z szaleństwem syna, który doprowadzał wszystkich do rozpaczy. Była opoką i ostoją całego towarzystwa, a oni przyjmowali to jak coś naturalnego.

   Wszystkie te postacie są do kości tragiczne. Może Beksiński malował te swoje niesamowite wizje, ponieważ odzwierciedlały jego emocje, których na co dzień w ogóle nie okazywał. Tworzył do muzyki, być może nawet ją ilustrował i na pewno swoją pasją zaraził syna. Tomasz był audiofilem, kolekcjonerem muzyki, płyt, kaset i taśm. Muzyka przemawiała do niego, była główną częścią jego życia. A drugą pozycję zajmował film. Tomek tłumaczył filmy na żywo podczas seansów. Chyba był w tym dobry. Kochał kino, naoglądał się i nasłuchał tego tyle, że wyidealizował sobie swoje życie i nic nie było w stanie tej wizji dorównać.

   A sam Zdzisław? Chyba nie ma Polaka, który by o nim nie słyszał. Większość zetknęła się choć z jednym jego obrazem i ten jeden obraz już w pamięci pozostał. Nie wiem, czy w całej kolekcji znalazłabym choć jedną pracę, którą mogłabym spokojnie powiesić w domu i by mnie nie straszyła, ale z pewnością są to wyjątkowo przemawiające do wyobraźni dzieła. Obiecałam sobie, że pojadę do Sanoka i obejrzę wystawę. Jest tam podobno ponad 800 obrazów i jeszcze więcej szkiców.  I znów wierzyć mi się nie chce, że taki geniusz ledwie wiązał koniec z końcem. No cóż, film trzeba zobaczyć.

Trójka głównych bohaterów została zagrana doskonale ( Zdzisław – Andrzej Seweryn, Zofia – Aleksandra Konieczna), ale największe wrażenie zrobił na mnie Dawid Ogrodnik (Tomek). Wiem już, że perfekcyjnie potrafi wcielić się w postać, ale i tak według  mnie oczywiście – przyćmił resztę.  Co do scenariusza i reżyserii – musiały być co najmniej dobre, bo inaczej nikt by tego filmu nie był w stanie obejrzeć do końca: ponura rzeczywistość, główny ciężar skupiony na dialogach – tego mogło nie dać się strawić. Tymczasem nie da się od tej historii oderwać, pomimo tego, że jak zwykle słychać, że jest to film polski. Nie wiem, kiedy wreszcie nasi dźwiękowcy nauczą się porządnie pracować, ale na pewno nie dali rady w tym filmie. Wkurza mnie ten dziwny, głuchy pogłos, po którym już po 5 sekundach można poznać polski film.

Mogłabym tu  jeszcze zapisać ze sto akapitów – tyle myśli mi się po głowie kołacze, ale daruję już sobie. Doskonały debiut reżyserski Jana P. Matuszyńskiego.

Daję mu 10 gwiazdek za 117 minut prawdziwego dramatu biograficznego – powinnam odjąć jedną za ten dźwięk, ale zostawię, bo jestem pewna, że „Ostatnia rodzina” zostanie mi w głowie na bardzo długo. I pewnie pojadę do tego Sanoka i do tego zaciągnę tam rodzinę…

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s